Odpalamy po raz piąty

Posts by: andrzej

Odpalamy po raz piąty

   |   By  |  0 Comments

Fajnie, że znowu możemy Was gościć. Już zapowiedzieli się nowi goście i stali bywalcy. Ruszamy 10 października i tradycyjnie będziemy do połowy maja 2022. Niezła historia. Fajnie, że wspólnie z Wami, Alicją i Kubą, udało się doturlać do 5 sezonu. Co się działo po drodze to już historia. Czas zobaczyć co Was czeka w tym sezonie

Nowa baza. Już skończona. Cała. Macie do dyspozycji 7 pokoi, 13 miejsc, 2 piętra, 2 tarasy, patio, szybki internet i po dwie: kuchnie, jadalnie, łazienki, salony. Zdjęcia chyba najlepiej oddają klimat bazy. A jest naprawdę fajnie i hiszpańsko.  

Standard – koniec z pokojami w garażu (trochę będzie nam brakowało tego hiszpańskiego luźnego podejścia ;). Cały dom jest po remoncie, częściowo kapitalnym. Jakieś drobiazgi zostawiliśmy sobie na przyszły rok. Chcemy stale udoskonalać La Bazę i czynić ją coraz bardziej “zieloną”. Jak macie pomysły, to przekazujcie Kubie lub Bartkowi.

Palma de Gandia – czujemy się tu coraz lepiej i chyba nie mogliśmy wybrać dla Was lepszej, bardziej walencjańskiej, bezpretensjonalnej i spokojnej miejscowości. Mamy super sąsiadów, którzy jeśli dajecie radę po hiszpańsku, to chętnie pogadają z escaladores polacos. 5 minut na piechotę macie 2 markety spożywcze, 2 piekarnię, aptekę, bankomat, tabacos i 2 bary. 

System rezerwacyjny i podgląd wszystkich pokoi. Teraz to Wy wybieracie, w jakim pokoju chcecie spędzić wyjazd, zależnie od ceny i aranżacji. jesteśmy ciekawi Waszej opinii o nowych pokojach na parterze, szczególnie o Bovedinie 😉 

Na miejscu czeka Was sporo niespodzianek, które mamy nadzieję, że poczujecie się jak u siebie 😉

Wiemy, że nie przyjeżdżacie siedzieć w bazie, a cisnąć w skałach. Mamy dla stałych gości nowe sprawdzone sektory. O kilku z nich już pisaliśmy na fb. Tradycyjne, duże sektory cały czas się powiększają. 

Kuba przywiózł 2 crash pady, więc wiecie co to znaczy 😉 

Koniec rozpisywania się. Wpadnijcie w tym sezonie i sami zobaczcie. Dajcie sobie luz 🙂

2 pory roku na Franken

   |   By  |  0 Comments

Frankońska Das Baza to takie coś, co sprawia, że ponad tuzin wspinaczy oraz niniejszy autor co roku spędzają sierpniowe tygodnie w zalesionych dolinach wśród łąk i leniwie płynących potoków, domków jak z piernika i zamków jak z bajki. Tym razem było podobnie…Doszło do tego mnóstwo śmiechu, pozytywnej energii, zabawy i satysfakcji z życiówek i fajnych przejść. Pisząc prozą a nie wierszem, było mniej więcej tak:

Pogoda nie chciała współpracować, więc malkontenci mogli narzekać, że pierwszy tydzień był gorący a drugi zimny. Szczególnie w drugim tygodniu trochę mżyło. Do tego pod skałą było 12 stopni w środku dnia w sierpniu, także można zwątpić. Warun pod projekty petarda, ale w te sierpniowe dni myśleliśmy raczej o radosnym wspinie a nie ciśnięciu na maksa.  Mieliśmy więc 2 pory roku w ciągu 2 tygodni: gorące lato i późną jesień.

Stare i nowe sektory. Znamy sporo fajnych sektorów z wycenami od 3 do 9 w okolicach Hollfeld (w skali UIAA), ale ciągle ciągnie nas w nowe i tak trafiliśmy na południe do pięknych dolin w okolice Pegnitz i Gossweistein. Jak było? Cudnie i będziemy tam Was zabierać w przyszłości.

Baza w okolicach Hollfeld dała radę. Zarówno pod kątem logistyki, jak i udogodnień. Fajne, czyste, choć skromnie urządzone pokoje. Tradycyjnie taras był “nasz” i mieliśmy tam salon z aneksem kuchennym oraz pokojem wypoczynkowym. Przez covid musieliśmy ogarnąć sobie palniki gazowe i elektryczne, ale to chyba jedyne minus związany z pandemią.

Noszenie maseczki FFP2 są obowiązkowe w obiektach zamkniętych w Niemczech, a przy zameldowaniu trzeba okazać paszport covidowy. Da się z tym żyć. Dziwnie było wrócić do Polski i zauważyć, że maseczki zdecydowanie wyszły z mody. Potencjał intelektualny autora jest zbyt ograniczony, aby to wyjaśnić czytelnikom.

Cyfra – na frankońskich skałach nie ma miękkiej gry i trudno zrobić życiówkę, a jednak udało się to Tomkowi i Michałowi (Graty, Chłopaki). Teksty, że na naszej jurze taka droga miałaby 2 stopnie więcej też średnio ma sens, bo to zupełnie inne wspinanie niż w Polsce. Dłuższe drogi, raczej rzadziej obite… trzeba się wspinać, a nie liczyć na cyfrę na “jednoruchowcach”. Bouldery z liną też się zdarzają, ale ilość opcji zrobienia ciągowych pięknych 25-30 metrowych linii przytłacza, np. na Rote Wand czy Jubilee Wand.

Przeloty – odwieczny temat na Franken. Tak, bywa daleko, szczególnie na długich drogach. Z kijem do wpinek zawsze da radę zrobić pierwszą. Potem trzeba się wspinać, choć będąc osobą wspinającą się na co dzień po Jurze,warto mieć na uwadze, że chwilę będziemy musieli się rozwspinać i przyzwyczaić się do mniejszej ilości ekspresów w szpejarce 😉

Atrakcje, atrakcje… czyli zamki, doliny, przyroda i BAMBERG. Będąc tam już któryś raz coraz lepiej poznaje historię i smaczki tego miasta. Jest ich co niemiara. Coraz większym problemem jest dla mnie pokazanie Bambergu w dniu resta i niezamęczenie całej grupy oraz siebie całodniowym łażeniem. A to może jeszcze podejdźmy do klasztoru, a może jeszcze do dzielnicy ogrodów, a tam jest jeszcze fajna knajpa, a tu piwo wędzone. Kurde, można się wykończyć. Ale jest pięknie i przy tym każda uliczka i budynek mają w sobie mnóstwo historii i ciekawostek. Nieskromnie powiem, że podobno ogarniam rolę przewodnika po Bambergu całkiem całkiem. I w deszczu i słońcu. 

Co dalej? Za rok na pewno wracamy we frankońskie doliny z jeszcze większą chęcią na odkrywanie nowych skał, miasteczek czy lokalnych specjałów. Ciągle nie skosztowałem lodowego spaghetti. Było już tak blisko 😉

Przepis na Franken

  |   By  |  0 Comments

Diebelsloch

Gdy zaczynałem się wspinać, Frankenjura trochę mnie przerażała, ale przede wszystkim wydawała się nieosiągalna. Gdzieś daleko schowana w gęstych lasach północnej Bawarii. Niby można jechać samochodem, ale gdzie dokładnie, jak, skąd topo, co warto odwiedzić, gdzie nocleg? Milion pytań, które powodowały, że na naszej jurze byłem pewnie z kilkadziesiąt razy, w Hiszpanii kilkanaście, a na Franken trafiłem dopiero kilka lat temu i żałuję, że tak późno. Wyjaśniamy kilka kwestii, które pomogą Wam ogarnąć Franken, a mogły odstraszać, abyście nie musieli niczego żałować 😉

1. Franken jest ogromna

Kilka tysięcy dróg, kilkaset sektorów – gdzie jechać? Zacznijmy od tego, że Franken dzieli się na część północną oraz południową. Tak też podzielone są przewodniki wspinaczkowe. Każdy z nich kosztuje koło 40 EUR, więc jeśli nie macie zbędnej kasy na 2 tomy, drogą naturalnej selekcji zostanie Wam wybór między północą a południem. Północ ma tą zaletę, że jest 1-1,5 godziny drogi bliżej od polskiej granicy. Jak nie wiecie gdzie jechać wybierzcie Pottenstein. Czy warto dokładać drogi i jechać na południe? Pewnie tak, ale północna część jest tak ogromna i ciekawa, że południe można zostawić sobie na kolejne lata lub dekady 😉 

2. Franken jest droga

I tak i nie. Nocleg potrafi kosztować sporo. Oczywiście są opcje spania na krzonach, ale jeśli nie chcecie się chować po krzakach, w kempingu w Pottensteinie możecie zapłacić za 2 osoby, samochód i namiot nawet 28 EUR za noc… plub prysznic.

Oferty na airbnb i booking mogą też powalać z nóg, choć można już znaleźć coś tańszego. Wszystko zależy od sezonu i ilości osób. Trzeba szukać.

Jedzenie jest w porównywalnych cenach co w Polsce. W restauracjach trochę drożej, ale bez dramatu. Do tego dostajemy świetne lokalne piwa w bardzo dobrych cenach.

3. Franken jest skomplikowana logistycznie

O wyborze sektorów będzie decydowała wystawa, trudności i odległość od parkingu 😉 Tak, bez samochodu ciężko tam podziałać. Od biedy rower da radę. Między miejscówkami są odległości i często dojeżdża się 15-20 min. Na Franken dominują doliny i wąwozy, na których ściany lub pojedyncze skały będą miały różną wystawę. Jeśli tylko nie padało polecam wybierać zacienione, zalesione sektory. Można jednak się naciąć i trafić na mało uczęszczany sektor porośnięty mchami… Cóż przed wyjazdem warto ślęczeć nad 8a.nu albo podpytać znajomych. Najlepiej po prostu jechać, kto zna Franken jak własną kieszeń. Dzięki temu nie zmarnujecie czasu na parchate sektory, które też się zdarzają. 

4. Franken jest krwiożercza

Poza szpejem i wszystkim co będzie nam niezbędne koniecznie weźcie litry płynów i środków na komary. Frankońskimi dolinkami lubuja meandrować potoki i strumyki. Poza niesieniem krystalicznej wody równie mocno lubują tworzyć tereny podmokłe lub bagna, które są idealnym siedliskiem dla małych latających stworzeń. Warto się pryskać. Kropka. Kleszczy nie wiele.

5. Franken jest niebezpiecznie obita

Nie przewspinaliśmy wszystkiego i pewnie są sektory, które zioną trwogą niczym czeskie piachy. Jednak 80% sektorów, które odwiedziliśmy jest już obita po europejsku, co przysłowiowe “2 metry”. Na tych bardziej klasycznych drogach zdarzają się nadal pierwsze wpinki na 5 metrze. W takich przypadkach warto mieć w ekipie mocniejszych wspinaczy lub clipsticka, który załatwi kwestie ”zbędnych” emocji do pierwszej wpinki. Wyżej jak pojawiają się emocje z długimi przelotami, to wiążą się z bezpiecznymi lotami. Dobrze obite.

PS. Chyba nie ma drugiego tak hamakowego rejony jak Franken. Po prostu rozwiesić go wszędzie, pod każdym sektorem. A wiele sektorów ma fajne wygodne ławeczki. Trochę emerycko. Lubimy.

Lotna Baza będzie w tym roku kolejny raz we frankońskich dolinkach. W sierpniu będziemy 2 tygodnie na północnej części w okolicach Bayruth. Wpadasz na Franken z nami? https://labaza.pl/lotna-baza/

Sezon covidowy odhaczamy. Ostatni?

  |   By  |  0 Comments

Mamy już połowę kwietnia a na Costa Blanca nadal nie za ciepło. Warun się utrzymuje, choć zdarzają się upalne dni. W Polsce szaleje III fala covidu i lockdown. W Hiszpanii życie toczy się niemal normalnie. Ostatnie 4 miesiące udało nam się przetrwać w Hiszpanii, gdzie poza kilkoma tygodniami (zamknięte bary i knajpy), wszystko normalnie działało i też nie mieliśmy żadnych problemów ze wspinaniem.. Jesteśmy na miejscu do 15 maja, potem wracamy do Polski i działamy na Jurze.

Jaki był ten sezon?

Przejściowy, covidowy, krótki. Przepadł nam październik, listopad i grudzień 2020, ale inaczej się nie dało. Cieszymy się, że w ogóle mogliśmy działać i wpadliście: przyjaciele, labazowicze ze znajomymi. 

Pogoda tej wiosny jest dość nieprzewidywalna, nie tylko w Polsce ale także tutaj. Dla nas nawet lepiej bo nie ma jeszcze upałów, ale osobiście nie pogardzilibyśmy kilkoma bardziej słonecznymi dniami w tym tygodniu 😉

Mamy nową bazę i po rozmowach z Wami widzimy, że dobrze się w niej czujecie i już niektóre orły potrafiły odwiedzić nas nie jeden raz. Nowa lokalizacja pozwala oszczędzić czas jazdy w Wasze ulubione sektory (Montesa, Bellus, Bovedin czy Gandia). Jeszcze musimy wykończyć parter (zrobić kominek, ogarnąć patio i przywieźć z Polski trochę mebli). Całość będzie gotowa na Wasz przyjazd od października 2021. Wierzymy, że z paszportami, testami czy odpornościa stadną, ale już w nowym sezonie będziemy mogli Was znowu gościć bez tych zbędnych covidowych emocji.

Co nowego w skałach Costa Blanca? Obiło i nadal obija się bardzo dużo. Nawet na “mandarynkach dorzucono z 5-6 nowych piątek i szóstek. Jest nowe, świetne topo z dużą ilością nowości. W ostatnich miesiącach dobito parę całych świeżutkich rejonów. Niektóre od 6a/6a+, inne bardziej ambitne. W nowym sezonie kilka z nich na stałe wpiszemy je do rejonów wartych Waszej uwagi. 

Chętni na hiszpańskie słońce niech dają znać, bo mamy jeszcze wolne miejsca do połowy maja.

PS. Do października działamy z Lotną Bazą. Kto chętny na Franken?

Jakie to było pyszne, czyli Lotna Baza w San Vito

   |   By  |  0 Comments

widok na głowny mur w San Vito

Nie będzie o tym co wszędzie, czyli COVIDzie i wszystkich nakazach, zakazach czy zaleceniach. W tym natłoku średnio pozytywnych wiadomości ze świata, wspólnie z grupą zdeterminowanych gości Lotnej Bazy 😉 udało nam się uciec w październiku na Sycylię i spędzić przefajny czas. Bezpiecznie. Bez stresu.

Zaczęło się od tego, że większość z Was zdecydowała się zrobić testy na wirusa, aby mieć spokój, że nikt z nas nie będzie nikogo „miał na sumieniu”. Niestety parę osób miało negatywne wyniki i musieli zostać w domu ☹ Wszystko wyszło na mniej niż 24 godziny przed wylotem… W okrojonym składzie spotkaliśmy się na lotnisku we Wrocławiu i… nie było tej typowej „podjarki” , że lecimy na wspin, skały, słońce, ciepło i wino. No nie dało rady.

Przeżyliśmy lot i potem krótką podróż samochodem. Gdzieś koło 22 dojechaliśmy do naszej willi w San Vito. Jeszcze szybka kolacja i piwko w centrum miasta, no i mogliśmy odpocząć przed pierwszym dniem wspinu…

Na pierwszy ogień poszła Cala Mancina, którą znaliśmy tylko pobieżnie. Świetne drogi, nie za mocna wycena i przede wszystkim każdy fragment ściany o innej charakterystyce. Najłatwiejsze drogi na ZOO jakoś nam nie podeszły, ale już koło groty – przepysznie. Prawie wszystkie, w które się wstawialiśmy były godne polecenia. Truskawki z topo się sprawdzają.

Cala Mancia ma też urokliwą zatoczkę i bardzo komfortowe zejście do morza. Nie polecamy kąpieli przed mocniejszymi wstawkami, bo skóra od soli piecze i szybko dojdziemy do wysokiego poziomu „skałowstrętu”.

W kolejnych dniach wspinaliśmy się na Bunkrze i okolicach oraz wybraliśmy się na sektory przy kempingu. Okolice Bunkra są świetne, bo oferują chyba najdłuższe proste piątki i szóstki a główna ściana sektora oferuje miejscowe klasyki do 7B.  Zaraz obok mamy przełaz, który niemal cały dzień oferuje cień i arktyczne warunki… można zmarznąć, mimo, że za rogiem na słońcu chwyty płyną od upału. Rekomendowany softshell lub puchówka.

Czy warto wybrać się na kemping, jeśli mieszkacie w mieście i macie mnóstwo fajnego wspinania po drodze? Według nas, tak. Szczególnie jak poruszacie się w wycenach 6a w górę. Świetne długie drogi po dobrych chwytach znajdziecie choćby na Pipeline. W lewej części sektora dość sporo latających owadów, podejrzewanych o bycie szerszeniami. Pod rozwagę. Niektóre z nich to perełki to jedne z ładniejszych na jakie trafiliśmy w Europie, a trochę już zjeździliśmy.

Fajne jest to, że dziewczyny, które na początku widziały się tylko na płytach i połogach po kilku wstawkach bardziej „trójwymiarowe” drogi, katowały je potem do końca wyjazdu. I to jest chyba najfajniejsza rzecz w San Vito. Mnóstwo pięknego łatwego wspinania, czasem od 4C. Dla osób powyżej 7B warto polecić pod rozwagę nieco oddalone od San Vito: Never Sleeping Wall i Lost World, bo na murze ilość dróg w tych wycenach jest ograniczona.

Czy było warto spinać się na wyjazd w czasie drugiej fali wirusa? Tak, wszyscy wrócili zdrowi i bezpieczni i przede wszystkim zrelaksowani i uśmiechnięci. Wieczorami gadając do kolacji gratulowaliśmy sobie, że nie udało nam się dolecieć i odpocząć od tego wszystkiego…

Sycylijskie porady pod wspin:

– Przewożenie dużej ilości szpeju: 20 kg bagaż powinien pomieścić szpej dla 2 zespołów

– obecnie na Sycylii nie są wymagane testy na wirusa

– warto je zrobić jeśli lecicie grupą powyżej 8 osób

– przepyszne torta paradiso nie polecamy

– supermarket Deco w centrum jest najlepszy

– wypożyczenie samochodu na Sycylii kosztuje sporo

– Park Narodowy Zingaro jest obecnie zamknięty

– na Monte Cofano szlak jest zamknięty

 – kasy samoobsługowe na stacjach benzynowych czasem są nie do ogarnięcia

– angielski tak, ale lepiej po włosku

– jedzenie w San Vito na mieście może być świetne albo beznadziejne. Zawsze co najmniej drogie

– krem pistacjowy jest super, ale tylko ten oryginalny

– w San Vito obowiązuje dość wymagający system segregacji śmieci i ich wywożenia

– dla wspinaczy restrykcje w San Vito są nieodczuwalne

– ze względu na wirusa jest mniej turystów i też ograniczona oferta gastronomiczna; sklepy działają normalnie

Franken fani

   |   By  |  0 Comments

Pokochaliśmy Franken. Uwielbiamy tam jeździć sami i też z Wami. Co kryje się
w tych bawarskich lasach i dolinach? Co z Franken jest nie tak, że ciągle można usłyszeć o zabójczych przelotach, zbyt hardej wycenie czy wiecznych problemach z pogodą?

Według nas to tylko „czarny PR” 😊

Spróbujemy odczarować Franken po naszemu. 8 punktów, dla których uwielbiamy tam jeździć.

1.       Wielkość

To największy rejon wspinaczkowy na świecie. I to tyle w temacie.

2.       Jakość skały

Mniej wyślizgany wapień niż ten nasz jurajski sprawia, że noga stoi tam gdzie miała stać, a zostaje jedynie problem wzmocnienia skóry palców przed wyjazdem. Przyda się.

3.       Długość i uroda dróg. Różnorodność

Świetne wspinanie po długich drogach. Warto wziąć 70-80 m linę. 30 metrowe turnie czy całe ściany pochowane na zalesionych stokach dolin to żadne zaskoczenie, raczej klasyka. Wystarczy wspomnieć Rote Wand. Boulderowcy po drugiej stronie tej samej doliny mają Diebelsloch. Ta różnorodność i obfitość formacji jest genialna. Jednego dnia możecie obskoczyć dwa klasyczne i zarazem tak różne sektory, przy okazji robiąc sobie 10-minutowy spacer.

U naszych sąsiadów istnieje dłuższa niż nasza tradycja kucia i polepszania natury, ale nie jest to nachalne. Ilość nietkniętych dróg pozwala na „przymknięcie oka” na niemieckie podejście do ekiperki. Ze względu na ilość skał na Franken nie ma zjawiska „obijania baldów”, co wybrani kontestatorzy rodzimego środowiska wspinaczkowego dostrzegają na naszym swojskim poletku między Częstochową
a Krakowem.

4.       Przeloty

Nie są bardzo długie. Choć dłuższe niż na jurze… czy w Hiszpanii lub we Włoszech… 😉 Ringi są umiejscowione w bezpiecznych miejscach
i wygodnych do wpinki. Nie są wklejane w łatwym terenie. Czy za rzadko? Jeśli nasza polska psycha jest przyzwyczajona, że na jurze standardem jest pierwsza wpinka z ziemi, to tak. Przegadaliśmy ten temat z Wami nie raz, że takie wpinki mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa i dla wspinacza i asekuranta. Na każdym wyjeździe na Franken pytamy Was „czy te wpinki są takie straszne?”
I zgodnie przyznajecie, że NIE. Może czasem przyda się clipstick, może dla spokoju warto zrobić pierwsza bezpieczną, ale po kilku dniach sami zauważacie, że dalekie przeloty nie są problemem. A często gęstsze rozmieszczenie ringów zapowiada „kłopoty”, czyli ewentualnego cruxa 😉

5.       Pogoda

Klimat się zmienia, więc możemy mówić tylko o swoim doświadczeniu a to wskazuję, że na 4 tygodnie jakie spędziliśmy tam w ciągu ostatnich 2 lat
(lipiec – sierpień) niewspinalny był JEDEN dzień. A nawet po wielkich zlewach można znaleźć suche sektory. Frankoński wapień szybko schnie 😊

6.       Widoki

Franken jest pięknym kawałkiem świata. Może aż zbyt zorganizowanym i poukładanym, bo wioski i miasteczka bardziej przypominają dekoracje filmowe niż scenografię codzienności. Bartek ma już rozpoznaną ponadprzeciętną słabość do miasteczek i zamków przyklejonych do skał i domków z pruskim murem. Ciężko go oderwać od kierownicy, kiedy może sobie pokręcić nią na okolicznych szosach. No i lasy. No i krystalicznie czyste rzeki z pstrągami i rakami. Bajka? Nie, Franken.

7.       Skala UIAA

Czyli inna niż francuska czy Kurtyki. Parę dni może powodować, że nerwowo patrzymy w tabelę z przeliczaniem na nasze wyceny. Po kilku dniach zaczynamy „myśleć” w UIAA i problem znika. Czy skala UIAA jest idealna? Nie, ma dużo łamańców. Do tego sama wycena w porównaniu do polskiej może wydawać się harda. Dla poszukiwaczy cyfry: nowsze drogi zazwyczaj nie są aż tak trudne jak klasyki. A szemranki też się znajdą. I co najważniejsze – jest dużo łatwego wspinania.

8.       Przejazd

Jest blisko. Z Wrocławia to tylko 5 godzin jazdy, więc dla mieszkańców odleglejszych rejonów Polski, wyzwaniem jest przede wszystkim dostanie się do stolicy Dolnego Śląska. Potem tylko nawigację ustawiamy na okolicę Bambergu.

W przyszłym lecie też Was tam zabierzemy 😊

Raport z Costa Blanca

   |   By  |  0 Comments

Paella na plazy Oliva

Spontanicznie wybraliśmy się do Hiszpanii. Mieliśmy pretekst, więc szybko ogarnęliśmy bilety i wybraliśmy się na weekend z poniedziałkowym zwiedzaniem Rzymu 😉 Bilety, kupowane z kilkudniowym wyprzedzeniem były bardzo tanie.

No to już zacznijmy od Rzymu? Byłem tak dziesiątki razy w różnych porach roku, ale jeszcze nigdy nie był on tak pięknie… pusty. W centrum więcej Włochów niż turystów. Dominuje język włoski a nie angielski czy chiński. Zwiedzanie Rzymu dla Włochów w 35 C zakrawa na masochizm, więc czekały na nas niemal puste uliczki, place  czy mosty. Tylko szkoda wszystkich rzymian pracujących w turystyce. Aktualnie im się nie przelewa…

Na Costa Blanca nie ma tego problemu. Hiszpanie tłumnie ruszyli nad morze i naprawdę mocno wspierają swoją branże turystyczną. Fajnie to widać w barach i restauracjach. Szacun.

Do tego oczywiście gorąco, słońce opala a woda w morzu ciepła i słona.

A jak sytuacja wirusowa? W skrócie, bardzo odpowiedzialnie. Wszyscy chodzą w maseczka poza domem i plażą. Wyjątkiem jest również samochód w określonych sytuacjach i uprawianie sportów. Ze względu jaką traumę przeżyli jeszcze kilka miesięcy temu, to obecnie wszyscy stosują się do zaleceń, bo wiedzą czym grozi powrót epidemii na większą skalę. Mają ogniska wirusa, identyfikują je, izolują i wygaszają. Problemem okazało się podejście młodych ludzi, którzy zaczęli imprezować i zarażać się w gronie znajomych. Szybka reakcja i w największych miejscowościach pozamykano kluby do odwołania.

Co będzie dalej? Odpowiedzialne, szybkie i rozsądne (zupełnie inaczej niż w lutym i marcu) powinno zatrzymać wirusa w kontrolowanych ramach. Nie jesteśmy lekarzami, ale wygląda, że nie powinno być powtórki z lockdownem, pozamykanymi granicami i kwarantannami po powrocie z Hiszpanii.

Cały lajf z Olivy znajdziecie tu:

Powirusowe pitu pitu

   |   By  |  0 Comments

3200, czyli jak nie jechać do Hiszpanii

Po zawieruchach wirusowych (oby ostatnich) zaczynamy nowy sezon. Na polskiej jurze działamy w tym roku ze zdwojoną siłą. Kuba i Kamil również, bo otworzyli Rock Schoola a La Baza swoją drogą prowadzi warsztaty z techniki i taktyki wspinania w skałach oraz szykujemy się do kolejnego sezonu zagranicą. Odpaliliśmy dla Was nową stronę labaza.pl. Wspólnie z Wami cały czas chcemy się rozwijać. Po Waszych namowach otwieramy nowe kierunki. Nie w formie całosezonowej bazy, ale odpalamy Lotną, czyli Waszą druga bazę, która przez cały sezon będzie „krążyła” po Europie. Na początek Frankenjura (15-22 i 23-30 sierpnia). Wyjazd samochodowy, dzięki czemu macie świetną cenę (1300 zł w tym przejazd, nocleg i to co zawsze macie w La Bazie). W październiku wracamy do San Vito. Szczegóły poniżej. Wylatujemy 21 października z Wrocławia, ale możecie też wybrać się z nami 28 października lub od razu na 2 tygodnie. W listopadzie będziemy w Leonidio, więc jak widzicie macie gdzie z nami jeździć. A co z Costa Blancą? Wszystko po staremu. Jesteśmy tam od połowy października i tradycyjnie to Wy decydujecie kiedy i na ile przylatujecie. Adres naszej bazy się nie zmienia, a głównym rezydentem będzie Kuba. Dzięki nowej stronie rezerwacje będą łatwiejsze i prostsze. Wybieracie pokój, datę przyjazdu. Zaliczkę też możecie zrobić online. Prostsze? Z pewnością.

Ceny też się zmieniły…. będzie jeszcze taniej, bo cena zaczyna się od 1200 zł. Jak? Teraz to Wy decydujecie w jakim pokoju chcecie spać i kiedy przyjechać. Te 2 czynniki wpływają na to ile płacicie. W okresach, kiedy jest najwięcej rezerwacji cena będzie wzrastała. Nadal macie w cenie dokładnie to co zawsze: szpej, nocleg, transport z lotniska, rekomendację i opiekę instruktora, transport na miejscu, koszulkę, ubezpieczenie i mnóstwo zdjęć oraz pozytywnej energii 😊

W przypadku gdyby wirus miał wrócić i wyjazdy do Hiszpanii, Włoch, Grecji czy Niemiec nie będą możliwe, zwracamy Wam zaliczkę lub przenosimy na kolejny termin.

Na razie uciekamy do dalszego ogarniania rzeczywistości 😊

Fot. Puka i nowa Ady – Frankenjura 2019.

La Tele Baza

   |   By  |  0 Comments

Pisanie jest fajne, ale może czas na krok „ku cyfrowej przyszłości” hehe. A powaznie to będziemy wrzucali coraz więcej materiałów video. Zapraszamy na nasz kanał youtube.

Choćby takie „pierwsze koty za płoty”. Wybaczcie dźwięk 😉

Prezenty dla wspinaczy, czyli najprostsze zadanie Mikołaja

   |   By  |  0 Comments

Prezenty dla wspinaczy, czyli najprostsze zadanie Mikołaja

Jeśli na Waszej liście osób do obdarowania znajdują się jacyś wspinacze i po raz pierwszy stajecie przed zadaniem zakupu dla nich prezentów, bez paniki. To wyjątkowo nieskomplikowane zadanie.

Wspinaczy uszczęśliwimy obdarowując ich czymkolwiek co będą mogli kiedykolwiek wykorzystać we wspinaniu. I tu zaczyna się najlepsza zabawa.

Z reguły prezenty dobieramy do możliwości budżetowych, stopnia zażyłości lub po prostu tego ile nam wypada lub nie wypada wydać na prezent. Oczywistym wyzwaniem jest niedublowanie prezentem elementów szpeju, który wspinacz już posiada, ale spokojnie… tu również los sprzyja Mikołajowi. Wspinaczkowego szpeju nigdy dość. Nawet w przypadku takich rzeczy jak przyrząd do asekuracji czy uprząż, zawsze można mieć też coś lepszego i nowszego. Podobnie jak w realnym świecie, lepiej darować sobie zakup butów.. ich dobór jest bardzo indywidualny, a w przypadku wspinaczy, bardzo często wiąże się z bólem. To dość zawiłe, może o tym innym razem.

Konkrety.

Podaje różne sklepy i marki. Kupując prezenty tych producentów na 99% nie nadziejecie się na minę. Pamiętajcie, że szpeju wspinaczkowego nie kupicie na aliexpress i lepiej nie kupować go z podejrzanego źródła. Są standardy i certyfikaty bezpieczeństwa. Żeby nie zanudzać, przede wszystkim zwróćcie uwagę na standardy UIAA i CE. Jak na sprzęcie lub w opisie na stronie www są te oznaczenia, można spokojnie kupować.

 

Do 20 zł:

kostka magnezji (7-12 zł)

https://8a.pl/magnezja-w-kostce-metolius-chalk-block

lub

taśma (od 20 zł)

https://sklep.rojam.eu/product-pol-8612-O-Sling-PAD-19-80cm.html?utm_source=ceneria&utm_medium=cpc&utm_campaign=2019-12&utm_content=0

Ja bym wolał taśmę. Można jeszcze znaleźć karabinek niezakręcany do szpeju. Z drugiej strony magnezji używa 99% wspinaczy.

 

Do 50 zł:

Ekspres (od 30 zł)

https://alpinsklep.pl/pl/products/wspinaczkowe/przyrzady-wspinaczkowe-ekspresy/ekspres-black-diamond-freewire-12cm-11743.html

lub

Karabinek HMS (od 32 zł)

https://climbrock.pl/product-pol-2582-Karabinek-Mammut-Crag-HMS-Screw-Gate-leaf.html?utm_source=ceneria&utm_medium=cpc&utm_campaign=2019-12&utm_content=0

Ekspresów nigdy za mało. Każdy powinien mieć ich co najmniej zestaw czyli koło 10 szt., ale jak będzie 11-ty czy 25-ty też super. Z HMS’ami jest podobnie, choć wystarczy mieć 2, ale zawsze też może się przydać więcej. Szczególnie gdy ktoś wspina się wielowyciągowo.

 

 

Do 130 zł:

Woreczek na magnezję (od 50 zł)

https://e-pamir.pl/product-pol-8001-Woreczek-na-magnezje-Deuter-Gravity-Bag-II-M.html

lub

Torba na linę (od 70 zł)

https://e-pamir.pl/product-pol-5832-Plecak-torba-na-line-Mammut-Element.html

lub

„Banany”, czyli odświeżacze butów (od 50 zł)

https://www.skalnik.pl/odswiezacze-do-butow-boot-bananas-boot-bananas-664434

Woreczki to bardzo indywidualna kwestia, ale w tej cenie można już kupić naprawdę dobrą rzecz. Są te większe do boulderingu lub te mniejsze, najczęściej na pasku, dla reszty wspinaczy. Jeśli nie jesteście pewni kogo obdarowujecie kupcie woreczek na pasku.

Torba na linę to fajna alternatywa, jeśli wiecie, że osoba, którą chcecie obdarować ma linę ?, czyli raczej nie dla ortodoksyjnych boulderowców.

Buty wspinaczkowe potrafią być powodem bólu głowy. I dosłownie i w przenośni, bo powiedzmy szczerze śmierdzą… Pozbycie się przykrego zapachu jest trudne i większość osób po prostu akceptuję, że ich buty nie pachną i już. Prostym rozwiązaniem są właśnie banany, które wkłada się do butów kiedy ich nie używamy. Czy rozwiązują problem całkowicie? Nie ręczę, ale z pewnością poprawiają sytuację.

 

Do 250 zł:

Kask (od 130 zł)

https://8a.pl/lekki-kask-petzl-boreo-grey

lub

Przyrząd do asekuracji (od 140 zł)

https://www.skalnik.pl/zestaw-big-air-pilot-package-black-diamond-660462

Kask nie jest zbyt popularny wśród polskich wspinaczy, choć zalecany i sami znamy parę osób, którym uratował zdrowie czy życie. W tej cenie możecie kupić coś naprawdę lekkiego i wytrzymałego. Zwróćcie uwagę na rozmiary, choć bywają też „one size”. Im lżejszy, piankowe tym lepszy. Estetyka też może grać rolę.

Jest duża szansa, że obdarowany ma już zestaw do asekuracji, ale można wybrać któryś z „półautomatów”. Grigri Petzla nie rekomendujemy jako prezent, bo preferencje są bardzo różne, a w Polsce jest raczej mało popularny. Dobrym rozwiązaniem może być ATC Pilot Black Diamond, z który zbiera świetne recenzje i w użyciu praktycznie niczym się nie różni od typowego „kubka”.

 

Do 600 zł

Lina (od 380 zł)

https://singingrock.pl/sklep/sport/liny-sport/lina-dynamiczna-hero-9-6-mm/

lub

Plecak wspinaczkowy (od 200 zł)

https://taternik-sklep.pl/plecak-mammut-neon-gear-45l-18.html

 

Tu możecie już poszaleć. Każdemu „nieboulderowcowi” wcześniej czy później przyda się nowa lina. Najbardziej uniwersalna będzie lina pojedyncza, dynamiczna o grubości 9,5 – 10 mm. Długość 50-60 metrów wystarczy w polskie skały. Jeśli wiecie, że jej przyszły użytkownik wspina się dużo na południu Europy warto poszukać dłuższej, czyli 70-80 metrowej.

Teraz trochę z własnych doświadczeń prezentowych. Plecaki wspinaczkowe można kupić nawet za 200 zł, ale kiedyś dostałem „wymarzony” plecak Neon firmy Mammut i to był najlepszy prezent jaki mogłem sobie wyobrazić. Do dzisiaj trzyma się doskonale i jest niebywale praktyczny. Można używać torby IKEA, ale wygodny plecak na linę, ekspresy i całą resztę może okazać się miłym ułatwieniem, kiedy trzeba podejść pod skałę 30 min ?

 

PS. Kiedyś mieliśmy w ofercie vouchery na pobyt w La Bazie.

Nie promujemy tego, ale jak chcecie dołożyć się lub sprezentować cały pobyt w La Bazie dla bliskiej Wam osoby, zadzwońcie 607 063 243 lub napiszcie na bartek@labaza.pl

© 2021 LaBaza