wyjazdy
i warsztaty
wspinaczkowe

Nie będzie o tym co wszędzie, czyli COVIDzie i wszystkich nakazach, zakazach czy zaleceniach. W tym natłoku średnio pozytywnych wiadomości ze świata, wspólnie z grupą zdeterminowanych gości Lotnej Bazy 😉 udało nam się uciec w październiku na Sycylię i spędzić przefajny czas. Bezpiecznie. Bez stresu.

Zaczęło się od tego, że większość z Was zdecydowała się zrobić testy na wirusa, aby mieć spokój, że nikt z nas nie będzie nikogo „miał na sumieniu”. Niestety parę osób miało negatywne wyniki i musieli zostać w domu ☹ Wszystko wyszło na mniej niż 24 godziny przed wylotem… W okrojonym składzie spotkaliśmy się na lotnisku we Wrocławiu i… nie było tej typowej „podjarki” , że lecimy na wspin, skały, słońce, ciepło i wino. No nie dało rady.

Przeżyliśmy lot i potem krótką podróż samochodem. Gdzieś koło 22 dojechaliśmy do naszej willi w San Vito. Jeszcze szybka kolacja i piwko w centrum miasta, no i mogliśmy odpocząć przed pierwszym dniem wspinu…

Na pierwszy ogień poszła Cala Mancina, którą znaliśmy tylko pobieżnie. Świetne drogi, nie za mocna wycena i przede wszystkim każdy fragment ściany o innej charakterystyce. Najłatwiejsze drogi na ZOO jakoś nam nie podeszły, ale już koło groty – przepysznie. Prawie wszystkie, w które się wstawialiśmy były godne polecenia. Truskawki z topo się sprawdzają.

Cala Mancia ma też urokliwą zatoczkę i bardzo komfortowe zejście do morza. Nie polecamy kąpieli przed mocniejszymi wstawkami, bo skóra od soli piecze i szybko dojdziemy do wysokiego poziomu „skałowstrętu”.

W kolejnych dniach wspinaliśmy się na Bunkrze i okolicach oraz wybraliśmy się na sektory przy kempingu. Okolice Bunkra są świetne, bo oferują chyba najdłuższe proste piątki i szóstki a główna ściana sektora oferuje miejscowe klasyki do 7B.  Zaraz obok mamy przełaz, który niemal cały dzień oferuje cień i arktyczne warunki… można zmarznąć, mimo, że za rogiem na słońcu chwyty płyną od upału. Rekomendowany softshell lub puchówka.

Czy warto wybrać się na kemping, jeśli mieszkacie w mieście i macie mnóstwo fajnego wspinania po drodze? Według nas, tak. Szczególnie jak poruszacie się w wycenach 6a w górę. Świetne długie drogi po dobrych chwytach znajdziecie choćby na Pipeline. W lewej części sektora dość sporo latających owadów, podejrzewanych o bycie szerszeniami. Pod rozwagę. Niektóre z nich to perełki to jedne z ładniejszych na jakie trafiliśmy w Europie, a trochę już zjeździliśmy.

Fajne jest to, że dziewczyny, które na początku widziały się tylko na płytach i połogach po kilku wstawkach bardziej „trójwymiarowe” drogi, katowały je potem do końca wyjazdu. I to jest chyba najfajniejsza rzecz w San Vito. Mnóstwo pięknego łatwego wspinania, czasem od 4C. Dla osób powyżej 7B warto polecić pod rozwagę nieco oddalone od San Vito: Never Sleeping Wall i Lost World, bo na murze ilość dróg w tych wycenach jest ograniczona.

Czy było warto spinać się na wyjazd w czasie drugiej fali wirusa? Tak, wszyscy wrócili zdrowi i bezpieczni i przede wszystkim zrelaksowani i uśmiechnięci. Wieczorami gadając do kolacji gratulowaliśmy sobie, że nie udało nam się dolecieć i odpocząć od tego wszystkiego…

Sycylijskie porady pod wspin:

– Przewożenie dużej ilości szpeju: 20 kg bagaż powinien pomieścić szpej dla 2 zespołów

– obecnie na Sycylii nie są wymagane testy na wirusa

– warto je zrobić jeśli lecicie grupą powyżej 8 osób

– przepyszne torta paradiso nie polecamy

– supermarket Deco w centrum jest najlepszy

– wypożyczenie samochodu na Sycylii kosztuje sporo

– Park Narodowy Zingaro jest obecnie zamknięty

– na Monte Cofano szlak jest zamknięty

 – kasy samoobsługowe na stacjach benzynowych czasem są nie do ogarnięcia

– angielski tak, ale lepiej po włosku

– jedzenie w San Vito na mieście może być świetne albo beznadziejne. Zawsze co najmniej drogie

– krem pistacjowy jest super, ale tylko ten oryginalny

– w San Vito obowiązuje dość wymagający system segregacji śmieci i ich wywożenia

– dla wspinaczy restrykcje w San Vito są nieodczuwalne

– ze względu na wirusa jest mniej turystów i też ograniczona oferta gastronomiczna; sklepy działają normalnie

Pokochaliśmy Franken. Uwielbiamy tam jeździć sami i też z Wami. Co kryje się
w tych bawarskich lasach i dolinach? Co z Franken jest nie tak, że ciągle można usłyszeć o zabójczych przelotach, zbyt hardej wycenie czy wiecznych problemach z pogodą?

Według nas to tylko „czarny PR” 😊

Spróbujemy odczarować Franken po naszemu. 8 punktów, dla których uwielbiamy tam jeździć.

1.       Wielkość

To największy rejon wspinaczkowy na świecie. I to tyle w temacie.

2.       Jakość skały

Mniej wyślizgany wapień niż ten nasz jurajski sprawia, że noga stoi tam gdzie miała stać, a zostaje jedynie problem wzmocnienia skóry palców przed wyjazdem. Przyda się.

3.       Długość i uroda dróg. Różnorodność

Świetne wspinanie po długich drogach. Warto wziąć 70-80 m linę. 30 metrowe turnie czy całe ściany pochowane na zalesionych stokach dolin to żadne zaskoczenie, raczej klasyka. Wystarczy wspomnieć Rote Wand. Boulderowcy po drugiej stronie tej samej doliny mają Diebelsloch. Ta różnorodność i obfitość formacji jest genialna. Jednego dnia możecie obskoczyć dwa klasyczne i zarazem tak różne sektory, przy okazji robiąc sobie 10-minutowy spacer.

U naszych sąsiadów istnieje dłuższa niż nasza tradycja kucia i polepszania natury, ale nie jest to nachalne. Ilość nietkniętych dróg pozwala na „przymknięcie oka” na niemieckie podejście do ekiperki. Ze względu na ilość skał na Franken nie ma zjawiska „obijania baldów”, co wybrani kontestatorzy rodzimego środowiska wspinaczkowego dostrzegają na naszym swojskim poletku między Częstochową
a Krakowem.

4.       Przeloty

Nie są bardzo długie. Choć dłuższe niż na jurze… czy w Hiszpanii lub we Włoszech… 😉 Ringi są umiejscowione w bezpiecznych miejscach
i wygodnych do wpinki. Nie są wklejane w łatwym terenie. Czy za rzadko? Jeśli nasza polska psycha jest przyzwyczajona, że na jurze standardem jest pierwsza wpinka z ziemi, to tak. Przegadaliśmy ten temat z Wami nie raz, że takie wpinki mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa i dla wspinacza i asekuranta. Na każdym wyjeździe na Franken pytamy Was „czy te wpinki są takie straszne?”
I zgodnie przyznajecie, że NIE. Może czasem przyda się clipstick, może dla spokoju warto zrobić pierwsza bezpieczną, ale po kilku dniach sami zauważacie, że dalekie przeloty nie są problemem. A często gęstsze rozmieszczenie ringów zapowiada „kłopoty”, czyli ewentualnego cruxa 😉

5.       Pogoda

Klimat się zmienia, więc możemy mówić tylko o swoim doświadczeniu a to wskazuję, że na 4 tygodnie jakie spędziliśmy tam w ciągu ostatnich 2 lat
(lipiec – sierpień) niewspinalny był JEDEN dzień. A nawet po wielkich zlewach można znaleźć suche sektory. Frankoński wapień szybko schnie 😊

6.       Widoki

Franken jest pięknym kawałkiem świata. Może aż zbyt zorganizowanym i poukładanym, bo wioski i miasteczka bardziej przypominają dekoracje filmowe niż scenografię codzienności. Bartek ma już rozpoznaną ponadprzeciętną słabość do miasteczek i zamków przyklejonych do skał i domków z pruskim murem. Ciężko go oderwać od kierownicy, kiedy może sobie pokręcić nią na okolicznych szosach. No i lasy. No i krystalicznie czyste rzeki z pstrągami i rakami. Bajka? Nie, Franken.

7.       Skala UIAA

Czyli inna niż francuska czy Kurtyki. Parę dni może powodować, że nerwowo patrzymy w tabelę z przeliczaniem na nasze wyceny. Po kilku dniach zaczynamy „myśleć” w UIAA i problem znika. Czy skala UIAA jest idealna? Nie, ma dużo łamańców. Do tego sama wycena w porównaniu do polskiej może wydawać się harda. Dla poszukiwaczy cyfry: nowsze drogi zazwyczaj nie są aż tak trudne jak klasyki. A szemranki też się znajdą. I co najważniejsze – jest dużo łatwego wspinania.

8.       Przejazd

Jest blisko. Z Wrocławia to tylko 5 godzin jazdy, więc dla mieszkańców odleglejszych rejonów Polski, wyzwaniem jest przede wszystkim dostanie się do stolicy Dolnego Śląska. Potem tylko nawigację ustawiamy na okolicę Bambergu.

W przyszłym lecie też Was tam zabierzemy 😊

Spontanicznie wybraliśmy się do Hiszpanii. Mieliśmy pretekst, więc szybko ogarnęliśmy bilety i wybraliśmy się na weekend z poniedziałkowym zwiedzaniem Rzymu 😉 Bilety, kupowane z kilkudniowym wyprzedzeniem były bardzo tanie.

No to już zacznijmy od Rzymu? Byłem tak dziesiątki razy w różnych porach roku, ale jeszcze nigdy nie był on tak pięknie… pusty. W centrum więcej Włochów niż turystów. Dominuje język włoski a nie angielski czy chiński. Zwiedzanie Rzymu dla Włochów w 35 C zakrawa na masochizm, więc czekały na nas niemal puste uliczki, place  czy mosty. Tylko szkoda wszystkich rzymian pracujących w turystyce. Aktualnie im się nie przelewa…

Na Costa Blanca nie ma tego problemu. Hiszpanie tłumnie ruszyli nad morze i naprawdę mocno wspierają swoją branże turystyczną. Fajnie to widać w barach i restauracjach. Szacun.

Do tego oczywiście gorąco, słońce opala a woda w morzu ciepła i słona.

A jak sytuacja wirusowa? W skrócie, bardzo odpowiedzialnie. Wszyscy chodzą w maseczka poza domem i plażą. Wyjątkiem jest również samochód w określonych sytuacjach i uprawianie sportów. Ze względu jaką traumę przeżyli jeszcze kilka miesięcy temu, to obecnie wszyscy stosują się do zaleceń, bo wiedzą czym grozi powrót epidemii na większą skalę. Mają ogniska wirusa, identyfikują je, izolują i wygaszają. Problemem okazało się podejście młodych ludzi, którzy zaczęli imprezować i zarażać się w gronie znajomych. Szybka reakcja i w największych miejscowościach pozamykano kluby do odwołania.

Co będzie dalej? Odpowiedzialne, szybkie i rozsądne (zupełnie inaczej niż w lutym i marcu) powinno zatrzymać wirusa w kontrolowanych ramach. Nie jesteśmy lekarzami, ale wygląda, że nie powinno być powtórki z lockdownem, pozamykanymi granicami i kwarantannami po powrocie z Hiszpanii.

Cały lajf z Olivy znajdziecie tu:

Po zawieruchach wirusowych (oby ostatnich) zaczynamy nowy sezon. Na polskiej jurze działamy w tym roku ze zdwojoną siłą. Kuba i Kamil również, bo otworzyli Rock Schoola a La Baza swoją drogą prowadzi warsztaty z techniki i taktyki wspinania w skałach oraz szykujemy się do kolejnego sezonu zagranicą. Odpaliliśmy dla Was nową stronę labaza.pl. Wspólnie z Wami cały czas chcemy się rozwijać. Po Waszych namowach otwieramy nowe kierunki. Nie w formie całosezonowej bazy, ale odpalamy Lotną, czyli Waszą druga bazę, która przez cały sezon będzie „krążyła” po Europie. Na początek Frankenjura (15-22 i 23-30 sierpnia). Wyjazd samochodowy, dzięki czemu macie świetną cenę (1300 zł w tym przejazd, nocleg i to co zawsze macie w La Bazie). W październiku wracamy do San Vito. Szczegóły poniżej. Wylatujemy 21 października z Wrocławia, ale możecie też wybrać się z nami 28 października lub od razu na 2 tygodnie. W listopadzie będziemy w Leonidio, więc jak widzicie macie gdzie z nami jeździć. A co z Costa Blancą? Wszystko po staremu. Jesteśmy tam od połowy października i tradycyjnie to Wy decydujecie kiedy i na ile przylatujecie. Adres naszej bazy się nie zmienia, a głównym rezydentem będzie Kuba. Dzięki nowej stronie rezerwacje będą łatwiejsze i prostsze. Wybieracie pokój, datę przyjazdu. Zaliczkę też możecie zrobić online. Prostsze? Z pewnością.

Ceny też się zmieniły…. będzie jeszcze taniej, bo cena zaczyna się od 1200 zł. Jak? Teraz to Wy decydujecie w jakim pokoju chcecie spać i kiedy przyjechać. Te 2 czynniki wpływają na to ile płacicie. W okresach, kiedy jest najwięcej rezerwacji cena będzie wzrastała. Nadal macie w cenie dokładnie to co zawsze: szpej, nocleg, transport z lotniska, rekomendację i opiekę instruktora, transport na miejscu, koszulkę, ubezpieczenie i mnóstwo zdjęć oraz pozytywnej energii 😊

W przypadku gdyby wirus miał wrócić i wyjazdy do Hiszpanii, Włoch, Grecji czy Niemiec nie będą możliwe, zwracamy Wam zaliczkę lub przenosimy na kolejny termin.

Na razie uciekamy do dalszego ogarniania rzeczywistości 😊

Fot. Puka i nowa Ady – Frankenjura 2019.

Pisanie jest fajne, ale może czas na krok „ku cyfrowej przyszłości” hehe. A powaznie to będziemy wrzucali coraz więcej materiałów video. Zapraszamy na nasz kanał youtube.

Choćby takie „pierwsze koty za płoty”. Wybaczcie dźwięk 😉

Jeśli na Waszej liście osób do obdarowania znajdują się jacyś wspinacze i po raz pierwszy stajecie przed zadaniem zakupu dla nich prezentów, bez paniki. To wyjątkowo nieskomplikowane zadanie.

Wspinaczy uszczęśliwimy obdarowując ich czymkolwiek co będą mogli kiedykolwiek wykorzystać we wspinaniu. I tu zaczyna się najlepsza zabawa.

Z reguły prezenty dobieramy do możliwości budżetowych, stopnia zażyłości lub po prostu tego ile nam wypada lub nie wypada wydać na prezent. Oczywistym wyzwaniem jest niedublowanie prezentem elementów szpeju, który wspinacz już posiada, ale spokojnie… tu również los sprzyja Mikołajowi. Wspinaczkowego szpeju nigdy dość. Nawet w przypadku takich rzeczy jak przyrząd do asekuracji czy uprząż, zawsze można mieć też coś lepszego i nowszego. Podobnie jak w realnym świecie, lepiej darować sobie zakup butów.. ich dobór jest bardzo indywidualny, a w przypadku wspinaczy, bardzo często wiąże się z bólem. To dość zawiłe, może o tym innym razem.

Konkrety.

Podaje różne sklepy i marki. Kupując prezenty tych producentów na 99% nie nadziejecie się na minę. Pamiętajcie, że szpeju wspinaczkowego nie kupicie na aliexpress i lepiej nie kupować go z podejrzanego źródła. Są standardy i certyfikaty bezpieczeństwa. Żeby nie zanudzać, przede wszystkim zwróćcie uwagę na standardy UIAA i CE. Jak na sprzęcie lub w opisie na stronie www są te oznaczenia, można spokojnie kupować.

 

Do 20 zł:

kostka magnezji (7-12 zł)

https://8a.pl/magnezja-w-kostce-metolius-chalk-block

lub

taśma (od 20 zł)

https://sklep.rojam.eu/product-pol-8612-O-Sling-PAD-19-80cm.html?utm_source=ceneria&utm_medium=cpc&utm_campaign=2019-12&utm_content=0

Ja bym wolał taśmę. Można jeszcze znaleźć karabinek niezakręcany do szpeju. Z drugiej strony magnezji używa 99% wspinaczy.

 

Do 50 zł:

Ekspres (od 30 zł)

https://alpinsklep.pl/pl/products/wspinaczkowe/przyrzady-wspinaczkowe-ekspresy/ekspres-black-diamond-freewire-12cm-11743.html

lub

Karabinek HMS (od 32 zł)

https://climbrock.pl/product-pol-2582-Karabinek-Mammut-Crag-HMS-Screw-Gate-leaf.html?utm_source=ceneria&utm_medium=cpc&utm_campaign=2019-12&utm_content=0

Ekspresów nigdy za mało. Każdy powinien mieć ich co najmniej zestaw czyli koło 10 szt., ale jak będzie 11-ty czy 25-ty też super. Z HMS’ami jest podobnie, choć wystarczy mieć 2, ale zawsze też może się przydać więcej. Szczególnie gdy ktoś wspina się wielowyciągowo.

 

 

Do 130 zł:

Woreczek na magnezję (od 50 zł)

https://e-pamir.pl/product-pol-8001-Woreczek-na-magnezje-Deuter-Gravity-Bag-II-M.html

lub

Torba na linę (od 70 zł)

https://e-pamir.pl/product-pol-5832-Plecak-torba-na-line-Mammut-Element.html

lub

„Banany”, czyli odświeżacze butów (od 50 zł)

https://www.skalnik.pl/odswiezacze-do-butow-boot-bananas-boot-bananas-664434

Woreczki to bardzo indywidualna kwestia, ale w tej cenie można już kupić naprawdę dobrą rzecz. Są te większe do boulderingu lub te mniejsze, najczęściej na pasku, dla reszty wspinaczy. Jeśli nie jesteście pewni kogo obdarowujecie kupcie woreczek na pasku.

Torba na linę to fajna alternatywa, jeśli wiecie, że osoba, którą chcecie obdarować ma linę ?, czyli raczej nie dla ortodoksyjnych boulderowców.

Buty wspinaczkowe potrafią być powodem bólu głowy. I dosłownie i w przenośni, bo powiedzmy szczerze śmierdzą… Pozbycie się przykrego zapachu jest trudne i większość osób po prostu akceptuję, że ich buty nie pachną i już. Prostym rozwiązaniem są właśnie banany, które wkłada się do butów kiedy ich nie używamy. Czy rozwiązują problem całkowicie? Nie ręczę, ale z pewnością poprawiają sytuację.

 

Do 250 zł:

Kask (od 130 zł)

https://8a.pl/lekki-kask-petzl-boreo-grey

lub

Przyrząd do asekuracji (od 140 zł)

https://www.skalnik.pl/zestaw-big-air-pilot-package-black-diamond-660462

Kask nie jest zbyt popularny wśród polskich wspinaczy, choć zalecany i sami znamy parę osób, którym uratował zdrowie czy życie. W tej cenie możecie kupić coś naprawdę lekkiego i wytrzymałego. Zwróćcie uwagę na rozmiary, choć bywają też „one size”. Im lżejszy, piankowe tym lepszy. Estetyka też może grać rolę.

Jest duża szansa, że obdarowany ma już zestaw do asekuracji, ale można wybrać któryś z „półautomatów”. Grigri Petzla nie rekomendujemy jako prezent, bo preferencje są bardzo różne, a w Polsce jest raczej mało popularny. Dobrym rozwiązaniem może być ATC Pilot Black Diamond, z który zbiera świetne recenzje i w użyciu praktycznie niczym się nie różni od typowego „kubka”.

 

Do 600 zł

Lina (od 380 zł)

https://singingrock.pl/sklep/sport/liny-sport/lina-dynamiczna-hero-9-6-mm/

lub

Plecak wspinaczkowy (od 200 zł)

https://taternik-sklep.pl/plecak-mammut-neon-gear-45l-18.html

 

Tu możecie już poszaleć. Każdemu „nieboulderowcowi” wcześniej czy później przyda się nowa lina. Najbardziej uniwersalna będzie lina pojedyncza, dynamiczna o grubości 9,5 – 10 mm. Długość 50-60 metrów wystarczy w polskie skały. Jeśli wiecie, że jej przyszły użytkownik wspina się dużo na południu Europy warto poszukać dłuższej, czyli 70-80 metrowej.

Teraz trochę z własnych doświadczeń prezentowych. Plecaki wspinaczkowe można kupić nawet za 200 zł, ale kiedyś dostałem „wymarzony” plecak Neon firmy Mammut i to był najlepszy prezent jaki mogłem sobie wyobrazić. Do dzisiaj trzyma się doskonale i jest niebywale praktyczny. Można używać torby IKEA, ale wygodny plecak na linę, ekspresy i całą resztę może okazać się miłym ułatwieniem, kiedy trzeba podejść pod skałę 30 min ?

 

PS. Kiedyś mieliśmy w ofercie vouchery na pobyt w La Bazie.

Nie promujemy tego, ale jak chcecie dołożyć się lub sprezentować cały pobyt w La Bazie dla bliskiej Wam osoby, zadzwońcie 607 063 243 lub napiszcie na bartek@labaza.pl

La Baza działa w pięknym „zakątku świata” i staramy się jak najlepiej dbać o to miejsce. Od dłuższego czasu robiliśmy mniejsze i większe rzeczy, aby ograniczyć nasz wpływ na środowisko w bazie i w naszej okolicy. Myślimy realnie. Nie uruchomimy „bez emisyjnych” lotów Polska – Costa Blanca, ale też nie chodzi nam o to, aby siedzieć w domu i nie podróżować po Europie czy świecie.

Dzięki małym lub mniejszym nawykom i rozwiązaniom możemy ograniczyć ilość produkowanego plastiku i śmieci, spalin czy zużytej energii elektrycznej i dłużej cieszyć się życiem, wspinaniem i podróżowaniem.

Może to małe rzeczy, ale od takich zaczynamy:

  1. Torby wielokrotnego użytku są w obu samochodach i czekają na Wasze zakupy, abyście nie musieli brać jednorazówek w marketach.
  2. Segregacja śmieci zgodnie z lokalnym systemem podziału, czyli mamy duże podpisane kosze na plastiki, papier, szkło i resztkowe.
  3. Spokojna, oszczędna jazda samochodem – sporo jeździmy, a dzięki dwóm większym samochodom możemy brać więcej pasażerów.
  4. Używamy coraz więcej naturalnych płynów do zmywania, czyszczenia i prania (w miarę możliwości, nie łatwo je dostać w naszej okolicy).
  5. Ograniczenie kupowania wody butelkowanej. Jeśli chcecie, kupujcie, ale macie alternatywę – wodę z okolicznych źródeł (najczęściej w Alcalali), którą trzymamy w dużych baniakach 5-10 litrowych. Na miejscu jest oczywiście kranówka, a półtora litrowe butelki myjemy i używamy wielokrotnie.
  6. Ograniczamy zużycie energii. Pomijamy cenę energii, która jest bardzo wysoka, ale dbamy, żeby ogrzewać dom przy zamkniętych oknach. Zachęcamy Was też do wyciągania nieużywanych ładowarek z kontaktów.
  7. W skałach nie zostawiamy żadnych śmieci. Wszystko bierzemy ze sobą i wyrzucamy do śmietników. Jak widzimy czyjeś śmieci, to też staramy się je brać na parking.

Jeśli będziecie chcieli nam pomóc nam w tworzeniu jeszcze bardziej zielonej La Bazy, to super.

Zachęcamy Was też do pomyślenia o „ekologii” w czasie Waszych wyjazdów wspinaczkowych lub po prostu w codziennym życiu.

W tym sezonie udało nam się wdrożyć pierwsze rozwiązania. Jak macie pomysły na jakieś inne rozwiązania to piszcie na fb lub na: bartek@labaza.pl i kuba@labaza.pl

Zdjęcie: Olga Olkiewicz

Pierwsi goście La Bazy już wyjechali z Costa Blanca. Do końca listopada nie mamy praktycznie miejsc. Za to grudzień poleca się na wyjazd w skały właśnie w okolicach Walencji. Ale czy nie będzie przypadkiem za zimno?

 

Ruszyła nowa strona labaza.pl. Po liczbie rezerwacji widzimy, że nowa oferta i możliwości Wam się spodobały. Poniżej odkrywamy kolejne szczegóły Sezonu 3.

  • Będzie druga baza. W marcu odpalamy druga bazę w San Vito na Sycylii. Na stronie już pewnie mogliście doczytać co oferujemy. Prosto z Hiszpanii jedziemy tam z Paulą jednym samochodem, a na Costa Blanca zastąpi nas Kuba. Będzie on też w Hiszpanii opiekował się Wami od października do stycznia.
  • Zniżki na pobyt to chodliwy temat. O kasie nie lubimy gadać, więc w skrócie:
    10% taniej dla byłych gości od regularnej ceny jeśli przyjedziecie w co najmniej 2 osoby lub 5% dla „wspinaczkowych singli”, którzy też już u nas byli.
    Dla grup min. 4-osbowych również zniżka 10%.
    Zniżki się nie łączą. Tyle w temacie. Taniej już być nie może ?
  • Nowa baza w Olivie – co roku biliśmy się z myślami czy nie przenieść bazy poza Olivę, ale tu jest naprawdę optymalnie na ten moment. Tym bardziej, że będziemy mieć jeszcze większy dom, bliżej barów i restauracji a blisko plaży.
  • Nowe większe samochody. Volvo było super, ale okazało się za małym samochodem, więc teraz w La Bazie będą 2 auta: 7-osoby Ford Galaxy i 8-osobowy Volkswagen Caravella. Do tego mamy opcje na wypożyczenia, więc możemy przyjmować wycieczki szkolne ?
  • La Warsztat – kiedy chcesz, czyli przyjeżdżasz i w każdej chwili możesz wziąć udział w 4-dniowym warsztacie z techniki i taktyki w skale.
    Tu możemy na chwilę się zatrzymać. Pomysł warsztatów chodzi nam po głowie już jakiś czas, ale dopiero w te wakacje na jurze udało nam się wprowadzić go w życie. Sprawdzić czy nasz pomysł ma sens i czy Wy widzicie sens w nich uczestniczyć. No i okazało się, że odpowiedź brzmiała 2 razy TAK!
    Jedne La Warsztaty zrobiliśmy też z Tomkiem Przewoźnikiem i mamy nadzieję je powtórzyć jak najszybciej, czyli gdzieś na Costa Blanca. Będziemy informowali.
    Czujemy, że to dłuższy temat, więc go pociągniemy w osobnym wpisie.Najważniejsze, że La Warsztat na stałe wchodzi do oferty La Bazy!
  • Koszulka w cenie pobytu. Już ją widzieliście. Była do nabycia na czerwcowym zjeździe, na jurajskich warsztatach czy na Franken. Specjalnie zaprojektowana z motywem wspinacza na drodze Tai-chi na Olta i Penonem d’Ifach. Mamy nadzieję, że dla wszystkich starczy rozmiarów i najbardziej pożądanych kolorów. Oferta do wyczerpania ?
  • Nowy szpej i liny, które Wam wypożyczamy. W sumie wszystko jasne. Dbamy o to, abyście mieli do dyspozycji sprzęt w najlepszej jakości i w bardzo dobrym stanie. Część szpeju już przyszła. Część jest zamówiona m.in. w Trafo (polecamy nie tylko na zakupy).
  • La Refresher, czyli szybki jednodniowy kurs odświeżający, dla osób, które chcą sobie najpierw przypomnieć wszystko pod okiem instruktora, Kuby lub Bartka. Koszt to 100 zł, a cały wyjazd cieszycie się już tylko wspinaniem. Mamy nadzieję, że to będzie fajna opcja dla osób, które chcą sobie odświeżyć wiedzę i bawić się wspinaniem w hiszpańskim słońcu.
  • Nowe rejony. Bellus, Montesa, Alcalali, Marxuquera.. są świetne i dają ogromne możliwości, ale na Costa Blanca cały czas powstają nowe rejony oraz drogi. Na razie nie jest tam tłoczno. Chętnie Was tam zabierzemy, jeśli poziom dróg i warunki będą odpowiednie. A może wyskoczymy na cały dzień do Selli lub Guadalest? Porozmawiamy i zobaczymy na miejscu.

Wkrótce też napiszemy Wam więcej o:

– byciu bardziej eko
– niespodziance we wnętrzu La Bazy
– ubezpieczeniu

Foto: zachód słońca na plaży w Olivii.

Jesteśmy już po warsztatach z techniki i taktyki w skałach, które prowadziliśmy wspólnie z Adą z Climbmind. Ada już w Krakowie, a ja zaległem w Brandysówce. Kilka lat temu byłem tutaj na kursie skałkowym, potem nocowałem tutaj za każdym razem jak byłem w Krakowie. Te wieczory pod Sokolicą mają klimat, szczególnie poza weekendami, kiedy jest spokojniej. Zwierzątko ma się dobrze, wręcz odmłodniał.

Zobacz jak łatwo zaplanować wyjazd.

1. Wybierz miejsce wyjazdu
2. Zarezerwuj termin, podaj liczbę osób, kup bilety.
3. Wspinaj się z nami!

© 2021 LaBaza