Blog

Fantasia nas nie poniosła

Przez pierwsze kilka dni w Walencji dochodziliśmy do siebie. W kolejnych skupiliśmy się na organizacji logistyki, kwestiach administracyjnych, ale jak tylko mogliśmy się wspinać, postawiliśmy na odkrywanie nowych rejonów, których jeszcze nie znaliśmy. Trafiło na Alzirę, Chulillę i Bunol.

Ilość wspinania na Costa Blanca jest praktycznie nieograniczona, a lokalsi ciągle obijają kolejne regiony. A więc od początku. Najpierw była Alzira. Fajne miasto, jednak sam wspin na największej ścianie w regionie nas nie przekonał. Może po prostu jesteśmy rozpieszczeni po wspinie w innych skałach. A więc aby Was nie zniechęcać, obiektywna garść informacji. Mamy tu dość stromy podjazd i 10 minutowe podejście. Kierujcie się ścieżką z głównej drogi (skręt po 50 metrach), a nie idźcie dalej. To nie najlepszy pomysł, choć też da się podejść pod skałę. To był nasz pierwszy dzień w skale, więc raczej rozwspin niż łojenie. Miejscówka jest obłędna. Widok na góry i morze w czasie wspinu robi wrażenie. Dróg przewieszonych raczej niewiele. Głównie piony. Problemem jest bardzo długie nasłonecznie ściany, co sprawiło, że tego dnia, po zrobieniu 3 dróg uciekaliśmy czym prędzej do samochodu. Co ciekawe, Hiszpanie też narzekają na obecną temperaturę, która jest co najmniej o kilka stopni za wysoka jak na tę porę roku. Trzy dni temu było 32 stopnie w cieniu. O wizytach na ścianach wokół Gandii innym razem. Będziemy tam z Wami nie raz, ale korzystając z faktu, że gościliśmy jeszcze na zachód Walencji wybraliśmy się do Chulilli i Bunol. Ta pierwsza wiadomo – widoki zapierające dech w piersiach, urokliwe miasteczko, zamek na ogromnej skale. Wszystko pięknie, tylko jeśli nie robicie 7c OS, wspinanie w Chulilli jest dla Was trochę „na siłę”. Jest parę sektorów dla słabszych łojantów. Ale czy lepszych niż w innych bardziej dostępnych sektorach? Raczej nie. W sektorze Fantasia kilka kilometrów od miasta jest nawet urokliwie i drogi też ciekawe, ale bardzo „lokalne” obicie czy wręcz wycięte spity w cruxach na 7a, sprawiają, że trochę nam się odechciewa. Robimy jeszcze krótsze formy, gdzie dokładnie widać wszystkie spity lub ich brak. Oferują one o dziwo naprawdę fajne ruchy. Trochę jednak zbici przez lokalne wyceny, z zaburzonym ego uciekamy przed zmrokiem. Czy warto tam się wybrać ponownie? Nie, ale jeśli jesteście w okolicy i koniecznie chcecie się wstawić w coś urabialnego poniżej 7a, Fantasia może być rozwiązaniem. No i pamiętajcie, aby przenigdy nie wjeżdżać samochodem w wąskie uliczki Chiulilli. Będzie się to wiązało z wycofem, składaniem lusterek i takim tam innymi czynnikami podnoszącymi adrenalinę. Są parkingi na końcu i początku miasteczka a dla widoków warto się przejść kawałek. Warto też wybrać się na trekking dnem kanionu, pójść na via ferratę lub po prostu siąść na kawę lub piwo na głównym placu. Nie będziecie tam jedynymi wspinaczami, więc zawsze możecie się podpytać o sektory czy po prostu pogadać do kawki. Zupełnie innym odkryciem jest Bunol, ale o tym w osobnym wpisie.