Blog

Wspinanie z małym dzieckiem czyli relaks bez napinki

Czy można jechać na wspinaczkowe wakacje z małym dzieckiem? Co z nim zrobić pod skałą? A jak maluch też będzie chciał się wspinać? A co jak rodzice będą chcieli się wspinać? Sama miałam sporo wątpliwości przed wyjazdem do La Bazy, ale jak się okazuje całkiem fajne jest to wspinanie w towarzystwie ciekawskiego i dość nieporadnego 2-latka. 

Wpadliśmy z mężem na pomysł, że połączymy rodzinne wakacje ze wspinaniem i udało się! A więc krok po kroku i praktycznie.

 

1.  Cele, plany, projekty i życiówki Często wspinamy się w konfiguracji rodzinnej czyli: ja (mama) walczę z lękiem wysokości i wybieram drogi na poziomie 4 do max 5, do tego Kuba (tata) wspina się na luzie do poziomu 6.2, Młoda (córka: 2,5 roku) zbiera kamienie, gotuje zupę z liści a na panelu wchodzi na dziecięcą ściankę na wysokość 2 metrów. Zawsze mamy też ze sobą jeszcze przynajmniej jedna dorosłą osobę “do pary”. Jak to działa? Ja i mąż wspinamy się wymiennie czyli zawsze któreś z nas zajmuje się dzieckiem a drugie w tym czasie się wspina. Największy szok przy pierwszym takim wypadzie polegał na tym, że wszystkie plany, napinki i projekty trzeba odpuścić. Nawet się nie nastawiać, że zrobimy po trzy wstawki przez cały dzień. Musieliśmy zupełnie zmienić podejście i myślenie. Nie jedziemy na wspin, tylko na piknik z Młodą, a jak się uda powspinać to super ekstra ale wiadomo, że różnie bywa. Czasem musi “do mamyyy” i koniec. Córka to równoprawny członek rodziny i musimy brać jej potrzeby pod uwagę: trzeba się nią zajmować i się tym cieszyć. Zawsze to dzień na świeżym powietrzu i nowe miejsce! Jak się okazuje dziecięcy zachwyt nad jaszczurką, która zjada stonogę jest równie fajny jak zrobienie życiówki. 2. Rejon Gdzie jechać z maluchem? Tu wkracza planowanie, bo kryteriów jest sporo i dobry przewodnik albo konsultacje z innymi wspinaczami są kluczowe. Samo topo to często za mało. Fajny rejon na rodzinne wspinanie:
  • Blisko parkingu (trzeba zanieść szpej, dziecko, jego rzeczy a czasem szybko wrócić do auta, bo np. zaczyna padać)
  • Płaskie miejsce pod skałą, najlepiej w cieniu. Nie musi być dużo miejsca. Tak tak koc piknikowy rozłożyć. Idealnie jak nie ma obok urwiska, bo 2-latki są bardzo ruchliwe i czasem słyszymy: “ale ja muszę sama tam iść!”
  • I dopiero na trzecim miejscu są drogi i ich wycena: żeby każdy miał coś na swoim poziomie, wiadomo.
3. Czym zająć dziecko przez cały dzień? Co zabrać? Dla nas największym wyzwaniem są dojazdy pod skałę. Maluch się nudzi w aucie i już. Zawsze szykujemy różne drobne zabawki, które wyciągamy z zabawkowej torby, do tego gang ulubionych pluszaków, książeczki. Sprawdzają się wszelkie naklejanki, przeplatanki, nawlekanki czy pacynki. Warto mieć kilka “niespodzianek” w zanadrzu. W ostateczności mamy w odwodzie kilka prostych aplikacji na telefonie jak już nadejdzie kryzys. Pod skały zawsze bierzemy “podgumowany” koc, dużo przekąsek i picia, obiad w termosie, hamak albo nosidło, jeśli dziecko będzie spać w ciągu dnia. Do tego jednorazowe nocniki, ubranka na zmianę i zabawki. Wymyślamy różne zabawy, np, idziemy pod skały szukać niedźwiedzi w jaskiniach, gotujemy zupę z liści i karmimy pluszaki, robimy bukiety z kwiatów dla wszystkich wspinaczy z ekipy, uczymy się nazw sprzętu i sprawdzamy czy mama ma wszystko, żeby się wspinać, itp, itd. My rezygnujemy z wózka i zamieniamy go na nosidło ergonomiczne co znacznie ułatwia podejście. Wbrew pozorom wcale tak dużo tych gratów nie ma a czasem to i grill się mieści do plecaka ;) Jestem przekonana że jak najbardziej można się wspinać z dzieckiem, można nawet życiówkę zrobić (to ja!). Różnica jest taka, że wspinania jest mniej, może go nie być wcale, ale za to jest dużo zabawy! I tego Wam życzymy! Ola i Kuba, rodzice Ani