Blog

Wielkie ściany Costa Blanca

Pada. Po raz pierwszy od półtora miesiąca pada. Po raz pierwszy też nie możemy się wspinać. Dziwne uczucie. W końcu jest chwila na napisanie bloga, bo ostatnio działo się dużo, bardzo dużo. W zeszłym tygodniu
La Baza opanowali Ewa i Bartek. Napisać, że są fantastycznymi ludźmi, to za nic nie napisać. Dzięki La Baza
mogliśmy ich poznać i wierzcie mi lub nie, ale dla takich znajomości warto też było otwierać bazę.
Ewa i Bartek zafundowali nam tydzień pełen wrażeń. Wspinaliśmy się do odcięcia (jeszcze 2,5 godziny
przed ich odlotem z Castellon), zwiedzaliśmy razem ile się dało, a wieczory to już bajka. Te dyskusje i
żarty przy stole w kuchni lekko zakrapiane winem zostaną we wspomnieniach na długo, ale to nie wszystko..

W miniony czwartek przyjechał także Krzysiek, specjalista od dużych ścian. Jak się wcześniej umówiliśmy, głównie mieliśmy wchodzić w wielowyciągi, co dla mnie było dość nową przygodą. Kurs skałkowy, kilka wejść w przeszłości, a tu w planach mamy klasyki Costa Blanca po 150 – 250 metrów, więc miałem trochę obaw jak to będzie i czy "przeżyje". Zaczęliśmy od wizytówki Penon d’Ifach (więcej o nim możecie przeczytać w ostatnim wpisie), czyli Diedro USBA na południowej ścianie skały. Z dołu robi ogromne wrażenie. Niby to 9 wyciągów w skali 5+, ale już wcześniej wiedzieliśmy, że wyceny są w rzeczywistości w przedziale 5+ - 6a+. Ogromna rysa prowadzi niemal przez 5 słabo obitych wyciągów, ale oferując świetne chwyty i fenomenalne możliwości rozstawiania się w pionie i lekkiej przewieszce. Jak to Krzysiek mówi „niezła zerwa”. Ostatnie 2 wyciągi są prostsze, ale czujne, poprzedzone 8-metrowym zjazdem w lufę. Kończymy wyjściem na ścieżkę szlaku idącego na szczyt. Wracamy spacerkiem. Emocje i przygoda przez 5 i pół godziny. Po tym dniu miałem same pozytywne odczucia co do dużych scian. Po dniu resta (na jednowyciągach w Gandii) wbijamy się w Mascarat, również w okolicach Calpe. Masyw góry jest podziurawiony niczym ser przez tunele kolejowe i drogowe. Przejścia tutejszych dróg są znane z niesamowitych widoków oraz lufy nad krętą i ruchliwą drogą łączącą Walencję z Alicante. Nie jest to tak wspaniałe wspinanie jak na Penon, ale kilka wyciągów jest zacnych. Schodzimy bocznym zejściem, które również oferuje sporo emocji. Po kolejnym reście w Bellus (Krzysiek łoi tam klasyki między 6a - 6b), wybieramy się na południową ścianę Toix. Tym razem 5 wyciągów i tylko 150 metrów. Mniej emocji, choć mocno nas wywiało. „No i jak w sumie jest na tych wielowyciągach, jeśli całe życie spędziłeś na krótkich dystansach?” - zapytał mnie znajomy. No i nijak. Mam mieszane odczucia. Bardzo dużo zalezy od drogi, ale jednak to wielogodzinne wiszenie... Fajnie czasem będzie się jeszcze w przyszłości wbić w coś dłuższego, ale nie zmieni to mojego podejścia do wspinu. Nadal krótkie formy przeplatane możliwością pogawędki, rozprostowaniem kości czy po prostu przekąszenia czegoś bez obawy o lufę pod nogami, będzie mnie bardziej bawiło. Nie zmienia to faktu, że teraz jeszcze bardziej szanuję wszystkich wspinających się w wielkich ścianach. Na szczęście, na razie pozostanę na swoich wysokościach ograniczonych długością 70 metrowej liny. PS. Udało nam się namówić na zrobienie Diedro USBA Adę i Kubę z Climbmind ;) Fot. Krzysiek