Blog

O bazie, czyli chacie

Jesteśmy po pierwszym turnusie Pożegnaliśmy Filipa, który wczoraj wrócił do Trójmiasta. Zostaliśmy sami i znowu jest chwila „błoga na bloga”. Jak wybieracie się do nas, może, ale nie musi Was obchodzić, gdzie będziecie mieszkali. No to coś o naszej bazie czyli chacie.

 

Mamy do dyspozycji duże dwupoziomowe mieszkanie w centrum Olivi, niemal 30 tysięcznym miasteczku nad brzegiem morza. Do Walencji mamy około 70 km a do Alicante 90 km. Samo miasteczko dzieli się na starówkę położoną na wzgórzu z ruinami zamku i nowszą część z parkiem i promenadą. Wszędzie jest blisko. Zakupy robimy na piechotę. Na kawę i do kiosku można iść w kapciach. Do plaży mamy 2 kilometry. Sporo czasu poświęciliśmy na znalezienie optymalnej lokalizacji, nie tylko pod kątem bliskości najlepszych sektorów, ale przede wszystkim, abyśmy my, ani Wy nie mieli wrażenia, że jesteśmy na końcu świata. Niedaleko jest Gandia, skąd co niemal pół godziny odjeżdzają pociągi do centrum Walencji. Miasto otoczone jest plantacjami mandarynek i pomarańczy. Hiszpanom pomarańczowe cytrusy na tysiącach drzewek pewnie spowszedniały, dla nas jest to nadal miły akcent. Tym bardziej, że jeden z najbliższych i najciekawszych rejonów, jest nazywany przez Polaków „mandarynkami”. Zgadnijcie dlaczego. W chacie mamy 3 sypialnie i jeden pokój, który w razie potrzeby można zaaranżować na dodatkową sypialnię. Są też a jakże 3 łazienki, 2 salony. Na tarasie idealne widoki i klimat na wieczorny chill. Na wyposażeniu mamy TV z playstation i trochę filmów z Polski (musimy sprawdzić lokalną wypożyczalnię DVD. Tak tu się jeszcze jedna ostała). Jest pralka, zmywarka i takie tam. Niczego nie brakuje. Na stanie mamy matę do rozciągania, wałek i kulkę do masażu. Przydają się. Dobrze nam tutaj. Na zdjęciu centrum Olivy o leniwym poranku.  Dużo więcej zdjęć z dzisiejszego spaceru znajdziecie w galerii.