Blog

Calp, czyli ptasie i kocie spojrzenie na Costa Blanca

Wyobraźcie sobie widok z Giewontu na Dolinę Małej Łąki, gdzie mielibyście u stóp setki wieżowców i hoteli. Jeśli wytniecie Tatry i wkleicie w ten widok wybrzeże Costa Blanca, to poczujecie się jak na Penon de Ifach. U jego podnóża leży Calp lub Calpe (pisowania zależy czy po hiszpańsku czy walencjańsku). Jest wokół tej góry coś bardzo absurdalnego – połączenie zjawiskowej natury ze efektami turystyki masowej i nie chodzi tutaj o tłumy turystów na szlaku.

Wracając do meritum. Ifach to całkiem pokaźna skała wyrastająca na półwyspie, będąca symbolem tej części Hiszpanii. Jest ona także na okładce najpopularniejszego przewodnika wspinaczkowego po Costa Blanca. Z tym miejscem jest związanych sporo ciekawostek. Cypel i skała otoczone są morzem i miastem. Jednocześnie to jeden z najmniejszych parków narodowych w Europie. Kiedyś była to wyspa, mieściła się tam mała wioska, a nawet hotel. Do dziś niewiele z tego przetrwało. Dlaczego więc Ifach jest tak elektryzujący, że rocznie odwiedza go 100 000 ludzi? Trudno od razu zgadnąć o co chodzi, ale spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie. Parkujemy pod bramą parku, jeszcze między hotelami a wieżowcami Calpu. Do mariny, portu i na plażę jest raptem kilka minut. Za naszymi plecami wieżowce po 20-30 pięter, raczej bez składu i ładu. Budowali je jak się tylko dało i widać, że chodziło o widok z tych budynków na morze, a nie w drugą stronę. Swoją drogą w pobliskim Benidormie jest jeszcze gorzej. Costa Blanca to rzeczywiście jeden z najpopularniejszych regionów wakacyjnych w Europie. Całe wybrzeże usiane jest apartamentami i hotelowcami, które trzeba rezerwować pół roku wcześniej, aby wpaść i pomieszkać w jednym z nich w środku sezonu. Na początku byliśmy dość sceptycznie nastawieni do obłożenia tych wszystkich apartamentów i domków, bo ich ilość poraża, ale wystarczy sprawdzić ceny w sezonie w Calpie na booking.com i zobaczyć, że w sezonie obłożenie musi być maksymalne. Wracając do półwyspu. Wspinamy się w górę i podchodzimy pod biały, ponad 200 metrowy mur, ze sporą ilością poprowadzonych wielowyciągówek.  Najprostsze zaczynają się od 4+/5.  Piękna ściana. Idziemy dalej szlakiem i przechodzimy wykutym 30 metrowym tunelem na drugą stronę półwyspu, co podobno jest sporą atrakcją dla dzieci. Faktycznie ślisko ;) Idziemy dalej ścieżką, wijącą się po północnym zboczu Penon, które jest wielką kolonią tutejszych mew. Co parę minut  nas zakrzykują i setka z nich podnosi się do lotu nad naszymi głowami. Po około 90 minutach wchodzimy na szczyt. Po drodze trudności można wycenić na maksymalnie 2+ i 3. Miejscami są łańcuchy, jeszcze mniej potrzebne niż w polskich Tatrach. Na szczycie wszystkich kociarzy czeka miła niespodzianka. Top skały zamieszkuje gromadka hiszpańskich kotów, które spokojnie spacerują wokół turystów, wspinaczy i mew, przed którymi czują zdecydowany respekt. Nas raczej omijają i tylko wspólnie z mewami zastanawiają się co Ci ludzie wybudowali tam na dole. Trudno im się dziwić, że nie schodzą na dół. Więcej zobaczycie w galerii. Wrócimy tu z liną i sprzętem. Trzeba wejść na Calp krótszą drogą .